Artykuly

Lejdis za kółkiem

Co ma możliwość spotkać kobiety w elkach? Seksizm, niewybredne komentarze instruktora lub po prostu zwykłe chamstwo. Dlatego panie coraz zazwyczaj decydują się na babskie kursy. Zapisują się na takie kursy, aby bezstresowo i w miłej atmosferze nauczyć się jeździć. Mężczyźni z kolei posyłają na nie żony, bo nie posiada ryzyka, że poderwie je tam instruktor. Tak czy siak - damskie szkoły jazdy robią furorę. Symulator uczy jeździć Girls School w centrum Łodzi. Przytulna salka, innowacyjny design: fioletowe krzesła, żyrandole przypominające bukiety kwiatów, ze ściany kokieteryjnie spogląda Marilyn Monroe. Szkołę przed rokiem (ze starannosią w prima aprilis) założyła Jagoda Janecka. W tym samym momencie wiedziała, że chce, aby jej klientkami zostały tylko kobiety. I to wcale nie był primaaprilisowy żart. Dzisiaj zasad ruchu drogowego uczy się tu rocznie blisko 400 pań. - Chłoną edukację inaczej niż mężczyźni - opowiada Janecka. - Są bardziej pokorne, uważniej słuchają i naprawdę zależy im na robieniu postępów. Faceci w znaczącej liczbie przypadków przychodzą święcie przekonani, że już wszystko potrafią, i zależy im wyłącznie na zdobyciu kawałka plastiku. Z drugiej strony kobiety potrzebują innego podejścia. Mamy inne poczucie przestrzeni, co innego powoduje nam dylematy na drodze. Na zielonej strzałce się zatrzymamy, ale dylematem dla nas będzie np. parkowanie. Dlatego Janecka najpierw uczy kobiety wirtualnej jazdy. Na trójekranowym symulatorze panie poznają zasady obsługi skrzyni biegów, koordynacji sprzęgła z dźwignią konwersji biegów, hamowania. Po kilku godzinach takiego treningu bez lęku wyjeżdżają na miasto. Podobne szkoły wyłącznie dla pań powstały już w wielu polskich miastach, m.in. w Gdańsku, Katowicach, Krakowie. - Wyszłam z prostego założenia: kto całkiem dobrze zrozumie kobietę niż inna kobieta? - opowiada Halina Dębska, założycielka, właścicielka i instruktorka żeńskiej szkoły jazdy Sabat w Krakowie. - Aktualnie to nasze motto. - Co jeszcze prócz szyldu różni was od koedukacyjnych szkół? - Mniej stresu, więcej empatii - mówi stanowczo Dębska. - Poświęcamy kursantkom więcej sugestie i cierpliwości. Trafiają do nas głównie panie, które rezygnują z innych szkół, bo nie wolą jeździć z mężczyznami. Mają niemiłe doświadczenia, nie czuły się przy nich swobodnie. Mężczyźni bywali opryskliwi i agresywni, wychodzą z założenia, że w samochodzie wszystko jest banalnie intuicyjne. Wsadzą kobietę do auta, powiedzą, gdzie jest sprzęgło, i dziwią się, że nie jedzie! Klientki zgłaszające się do szkół dla pań w różnych miastach uskarżają się też na brak higieny osobistej instruktora, który jeździ cały tydzień w jednym swetrze, pali papierosy, słucha głośno muzyki i krzyczy przy okazji każdego potknięcia.